Najnowsze
Popularne
- Kolędy angielskie
- Życzenia Bożonarodzeniowe po angielsku
- 10 naprawdę skutecznych metod nauki słownictwa
- Co powiedzieć na początku konwersacji?
- Czas Simple Present oraz Czas Present Continuous
- Jak skutecznie samodzielnie nauczyć się języka obcego?
- Top 500 English words
- Present Perfect Continuous
- 10 rad dla uczących się języka dr Krzyżanowskiego
- Bezokolicznik
Overlearning - metoda szlifowania języków dla wytrwałych
Metoda Szylara, czyli o tym jak „zryć sobie beret” dowolnym językiem obcym w sposób równie żmudny, co skuteczny.
Istnieje pewne przekonanie, że języka można się nauczyć tylko na lekcjach z nauczycielem bądź na płatnych korepetycjach. O ile jest to prawdą w początkowym okresie nauki, o tyle niekoniecznie na jej dalszych etapach. Znajomość języka na poziomie „komunikatywnym”, (co dla każdego znaczy zwykle coś innego) otwiera przed nami możliwość poznawania jego dalszych zakamarków na własną rękę. Tylko od nas zależy, czy mamy wystarczająco dużo motywacji i samozaparcia, by nie potrzebować wiszącego nad głową bata.
Często słyszy się stwierdzenia, że ktoś płaci krocie za lekcje, bo sam nie jest w stanie się zmotywować. W takim razie rozwiązaniem jest znalezienie sobie motywacji i zaoszczędzenie paru chwil na naukę. Jeżeli ta filozofia przemawia do Ciebie, drogi czytelniku, to możliwe, że nie zmarnujesz czasu czytaniem tego artykułu do samego końca.
„Zryj sobie beret”
Overlearning (ang. przeuczenie się) jest metodą nauki (również koncepcją pedagogiczną), według której nowo zdobyte umiejętności powinny być ćwiczone daleko poza zasięg płynności. Ogólnie mówiąc, stosunkowo mały odcinek materiału powinien być zapamiętany na tyle dobrze, by jego odtworzenie w przyszłości odbyło się wręcz automatycznie. Metoda Szylara czerpie z tej właśnie koncepcji i (w największym skrócie) wymaga od studenta bezbłędnego przeczytania na głos z góry określonego tekstu, co poprzedzone jest kilkukrotnym przesłuchaniem owego tekstu z audiobooka. Metoda jest skierowana tylko do osób wysoce zmotywowanych, uczących się samodzielnie. Wymaga dużej wytrwałości i samodyscypliny. Stosowana w zajęciach grupowych, bądź w szkolnictwie nie daje żadnych rezultatów, a sama nauka opiera się w zasadzie wyłącznie na słuchaniu i czytaniu.
Komunikacja w jakimkolwiek języku obcym wymaga wręcz automatycznego rozumienia i produkowania wypowiedzi. To oznacza, że różne konstrukcje i gotowe zdania muszą tkwić głęboko w umyśle studenta, by ich odtwarzanie w przyszłości zachodziło bez zastanawiania się. Koncepcja określana mianem „zrycia sobie beretu” idealnie oddaje pod tym względem skutki stosowania Metody Szylara.
Pragnę jednak zaznaczyć od razu, że nie czuję się w żaden sposób wynalazcą tego rodzaju podejścia do nauki języków, bo nie jest on wcale niczym nowym. Nadałem tylko imię czemuś, co nie zostało jak na razie opisane; czemuś, co zrobiłem kiedyś w domowym zaciszu i co zajęło mi prawie 2 lata życia. Chcę się tym podzielić z innymi, gdyż mocno wierzę w powodzenie tego sposobu nauki, a ponieważ nigdzie nie znalazłem żadnych podobnych wskazówek, to postanowiłem samemu ująć to w słowa i trochę nieskromnie nazwać to swoim nazwiskiem. Nie jest to również próba promowania kogokolwiek lub czegokolwiek. Nikt nigdy nie będzie czerpać żadnych zysków z opisanej tu metody!
Wszystko zależy tylko od Ciebie
Przed przystąpieniem do nauki student powinien zastanowić się, na jakim poziomie znajomości języka aktualnie się znajduje, na jakim poziomie chciałby się znaleźć, oraz (co najważniejsze), jakich materiałów chciałby użyć do nauki. Kluczowe etapy to:
1. Student wybiera pozycję literatury, którą w jego mniemaniu warto przeczytać. Książka powinna być napisana w języku, którego student chce się nauczyć, musi też zawierać słownictwo dużo bardziej zaawansowane niż to, którym aktualnie potrafi się on posługiwać. Im, na pierwszy rzut oka, książka wydaje się trudniejsza, tym lepiej. Tematyka jest dowolna, zależna tylko od zainteresowań studenta, niemniej istnieje jeden warunek - musi to być pozycja z licznymi dialogami.
Co ciekawe, PODRĘCZNIK DO NAUKI JĘZYKA też może spełniać powyższe warunki.
Jakby nie patrzeć, podręczniki to też książki (sic!), więc również idealnie się nadają. Książki są po prostu większym wyzwaniem i tak należy je w tym wypadku traktować. Można też pójść w inną stronę i wykorzystać ten sposób do samodzielnego opanowania np. metody Callana. Ktoś nam zabroni? Idea pozostaje taka sama - nie pędzę z materiałem dopóki nie przeczytam bez zająknięcia całej strony... To, że zrobienie tego będzie skutkowało nauczeniem się tej strony na pamięć jest jak najbardziej pożądanym efektem ubocznym.
2. Student zaopatruje się w materiał do słuchania tekstu pisanego (audiobook), czytany przez native speakera. Choć ich produkcja jest dziś na szeroką skalę rozpowszechniona, może się przydarzyć, iż student danej pozycji nie znajdzie, bądź w ogóle ona nie istnieje. Znalezienie audiobooka pasującego do tekstu jest jednak na tyle istotne, że czas spędzony na poszukiwania nie będzie czasem straconym.
Książka powinna być przede wszystkim pasjonująca, należy jednak pamiętać o tym, żeby pasował do niej oryginalny audiobook. To wszystko ogranicza pole wyboru, tak naprawdę skazując studenta głównie na bestsellery. Więc szukać wypadałoby wśród nich.
3. Student zaopatruje się w odtwarzacz mp3, na których przechowuje i słucha swojego audiobooka. Nic dodać, nić ująć.
Co dalej?
Etap nauki właściwej powinien zostać poprzedzony okresem przetłumaczenia słów niezrozumiałych dla studenta. Nad tekstem pisanym umieszcza on tłumaczenie słowa lub wyrażenia, którego nie jest w stanie zrozumieć, przy czym w ogóle nie musi jak na razie niczego zapamiętywać. Okres ten powinien trwać tak długo, jak wymaga tego przetłumaczenie odpowiedniej ilości teksty. Jeszcze raz dodam - wszystko zależy tylko od Ciebie, drogi czytelniku. Przetłumaczenie w ten sposób ok. 100-150 stron A4 (drobnym drukiem) tekstu powinno moim zdaniem w zupełności wystarczyć.
Do boju
U podstaw metody leży bardzo prosta zasada: student ma za zadanie nauczyć się czytać na głos, płynnie i bez zająknięcia z góry określoną część tekstu (najlepiej, jeśli będzie to jedna strona) i dopiero, gdy to się uda, przystępuje do nauki kolejnej partii materiału. Osłuchanie z nagraniem native speakera ma to zadanie ułatwić. Pamiętać należy, by kolejne partie materiału były przeplatane ze zdrowym snem. Tempo jak zwykle zależy od nas.
Efekty
W moim wypadku wystarczyło ok. 150 stron A4, z różnorodnym słownictwem, aby z poziomu licealnego angielskiego przejść najpierw do FCE, a następnie (rok późnej) osiągnąć poziom CAE. Należy jednak zdać sobie sprawę, że każdy wyciągnie z tego tyle, na ile go stać. Jeden dużo więcej, ktoś inny znacznie mniej. Nie ma tu żadnych deklaracji i pisemnych gwarancji sukcesu. Żadnych złotych gór. Jedyne, co mogę zagwarantować to ciężka praca. Reszta zależna jest od indywidualnego nastawienia.
Moja historia
Wspomniałem o obu egzaminach, ponieważ osobiście używałem tej metody ucząc się do obu. Zaznaczam jednak: egzaminy te są tak skonstruowane, że sama znajomość języka nie wystarczy. I nie polecam przygotowywania się do nich w taki sposób jak opisany na początku. Trzeba wiele czasu poświęcić na inne sprawy, niż tylko czysto językowe, przygotowując się do nich. Przykładem niech będzie sztuka liczenia czasu na egzaminie... Kto zdawał ten wie, że tu każda minuta ma znaczenie. Bez odpowiedniego treningu nawet najlepsi polegną, bo zapomną o upływających sekundach. No i gramatyka oczywiście. Tu trzeba po prostu potrenować na testach z lat poprzednich.
Ta metoda NIE jest do zdawania żadnych certyfikatów, zaliczania egzaminów, pisania kartkówek czy przygotowania się do wycieczki, która będzie za dwa tygodnie. Ta metoda to nasz indywidualny sposób na permanentne „zrycie sobie beretu” językiem, który chcemy znać z nieco ważniejszych powodów niż tylko egzaminy.
W moim przypadku lekturą był „The da Vinci Code” Dana Browna, z amerykańskim audiobookiem, którego słuchałem ok. 30 minut dziennie przez jakiś rok. Mnie akurat ta pozycja swego czasu zainteresowała na tyle, że wybrałem właśnie ją... Z kiepskiego licealnego angielskiego skończyłem w mniej niż 2 lata FCE i CAE, bez wydania złotówki na lekcje... Dzięki tej metodzie znam 40 pierwszych rozdziałów Kodu Leonarda da Vinci prawie na blachę. Prawie, ponieważ jakiś czas już od tego momentu minął, więc zarecytować z pamięci umiem już tylko kilka z nich. Nie chodzi jednak o uczenie się pamięciowe, tylko o bezbłędne przeczytanie określonego kawałka. Znajomość pamięciowa jest tylko efektem ubocznym. Poza tym przeczytanie całej strony bez zająknięcia jest wystarczająco trudne.
W mojej przygodzie tłumaczenie książki polegało, ni mniej ni więcej, na umieszczaniu drobnym drukiem tłumaczenia słów i wyrażeń nad tekstem drukowanym. I choć mój angielski był na początku naprawdę wątły, przyznam, że dobry słownik zrobił swoje i w tłumaczeniu bardzo pomógł. Co trudniejsze zdania porównywałem z polskim przekładem, który (i tu ciekawostka dla fanów) jest po prostu słaby, miejscami wybiórczy, uogólniony, napisany prostym językiem i zwyczajnie kiepski. Podam tylko jeden przykład, żeby nie narazić się komuś przypadkiem: porównajcie sobie anagramy kustosza Luwru, napisane po polsku i angielsku. To powinno wystarczyć na dowód.
Nikt nie zaprzeczy, że osiągnięcie czegokolwiek w dziedzinie języków obcych (jak i w innej zresztą też) wymaga ciężkiej pracy i metodycznego podejścia. Ja je sobie zafundowałem właśnie w ten sposób i jestem z siebie dumny z tego powodu:). Po raz kolejny pragnę zaznaczyć, iż nie jest moim celem namawianie nikogo do testowania tego na sobie, choć z drugiej strony kilka osób już spróbowało, co mnie bardzo cieszy...
Schliemann XXI wieku
Oto, co polska wikipedia pisze na temat wybitnego archeologa, odkrywcy Troi:
"Poza tym Heinrich Schliemann był wybitnym poliglotą-samoukiem. Władał takimi językami jak angielski, francuski, portugalski, włoski, hiszpański, rosyjski, holenderski, łaciński, grecki, starogrecki, polski, arabski.
Nauce języków w okresie pobytu w Holandii poświęcał cały dzień i sporą część nocy. Uważał, że aby nauczyć się danego języka należy w nim głośno mówić. Z tego powodu musiał dwukrotnie zmieniać mieszkania na żądania zniecierpliwionych sąsiadów. Aby mieć słuchacza, za parę franków wynajmował człowieka, który go słuchał, choć nic z tego nie rozumiał, co Schliemannowi nie przeszkadzało."
Zalety:
-znacząca efektywność metody (Tylko „zrycie sobie beretu” pozostawia efekty na długo, patrz: moja historia)
-do zastosowania w każdym miejscu i czasie (W drodze do pracy, podczas zmywania garów)
-osłuchaniu się z językiem wzmaga przyswajanie prawidłowej wymowy (Podobnie jak oglądanie wiadomości na BBC, lecz tu możemy dany fragment przesłuchiwać dowolną ilość razy)
-poprawia płynność mówionej i czytanej wypowiedzi (Efekt czytania do skutku, czyli do bezbłędnego powtórzenia całości)
-czytanie w oryginale (Jeśli ktoś kiedykolwiek przeczytał książkę, która szczególnie go pochłonęła, będzie wiedział, co mam na myśli. Poza Kodem da Vinci, który w istocie jest bardzo wymagającą pozycją, jest cała masa 'lżejszych' książek, które potrafią ukraść nam sporo wolnego czasu)
-o materiale do nauki decyduje student (Dla niektórych to akurat może być wadą, niemniej nie twierdzę, że metoda jest dla każdego. Oczywiście chodzi o to, by mieć fun z obcowania z książką, więc każdy powinien sam się zastanowić, na co chciałby poświęcić swój czas. Ważne, by w książce były jakieś dialogi. Polecam wybranie się do księgarni i wybranie czegoś, co chciałoby się przeczytać po polsku - dla przyjemności. Potem wystarczy załatwić sobie DOBREGO audiobooka i wskoczyć na głęboką wodę, najlepiej na główkę)
-jeśli dopasowana do zainteresowań studenta, daje wielką przyjemność z nauki
-wzmaga automatyczne produkowanie wypowiedzi (Recytowanie całych rozdziałów to pożądany efekt uboczny, podobnie rzecz wyglądała, gdy trzeba kiedyś było nauczyć się do szkoły wierszyka na pamięć)
-likwiduje bariery przed mówieniem (Mówi się bez przerwy, aż gardło wysiada)
-metoda nowoczesna, uwzględnia najnowsze zdobycze techniki (telefony, odtwarzacze mp3, audiobooki, tego nawet Schliemann nie miał)
-wzmaga myślenie w danym języku (Efekt „zrycia sobie beretu”)
-student potrafi poprawnie formułować wypowiedzi pisemne (Mam pewną ciekawostkę dla wszystkich zainteresowanych. Oto jak zdałem część pisemną egzaminu CAE we Wrocławiu w 2008 roku. Trafił mi się temat, który brzmiał mniej więcej tak: 'opisz jakiś tam zabytek architektury tak, by został on umieszczony na jakiejś tam stronie internetowej'. Tak się składa, że rozdziały 19 i 22 Kodu da Vinci, które swego czasu znałem na pamięć, opisują bardzo obrazowo i soczyście katedrę Saint-Sulpice w Paryżu, do której udał się Sylas w poszukiwaniu klucza sklepienia. Nie muszę chyba tłumaczyć reszty)
-metoda dostosowuje się do studenta, a nie odwrotnie (Czas, miejsce, natężenie – wszystko zależy od nas samych)
-może prowadzić do biegłości w posługiwaniu się językiem (Może, ale nie musi – to zależy od nas samych, od nastawienia, od wyznaczonego sobie celu, od motywacji i siły woli - nie ma co się oszukiwać: jeśli książka jest na poziomie podstawowym to nigdy nie nauczy nas zaawansowanego posługiwania się językiem)
-nie wymaga żadnych nakładów finansowych (Faktem jest, że u podstaw tego typu podejścia do nauki leży maksymalne "zrycie sobie beretu" językiem przy minimalnych kosztach finansowych)
-tylko dla wytrwałych i zmotywowanych samouków
Wady:
-niska atrakcyjność może powodować utratę zainteresowania ucznia, dużo zależy od indywidualnego nastawienia
-wymaga ogromnej motywacji (można to rozwiązać w prosty sposób: istnieje teoria, wedle której jeśli robimy coś regularnie przez okres dłuższy niż 40 dni to staje się to naszym nawykiem)
-nie popiera samodzielnego myślenia; nauka odtwórcza
-brak nastawienia na kwestie związane z gramatyką (Co do gramatyki, to nie jest ona moim zdaniem najważniejsza. Przychodzi sama, czy się tego chce czy nie. Cztery lata liceum wystarczą w zupełności i geniuszem w tym wypadku być nie trzeba. Napisałem w wadach metody o braku nastawienia na kwestie związane z gramatyką, co oznacza, że w jej trakcie nie roztrząsa się człowiek nad tym, jakiego czasu użyć tu, a jakiego tam. To wszystko. W trakcie przygotowania do konkretnego egzaminu, kwestie gramatyki na pewno trzeba poruszyć, o tym nie trzeba chyba dyskutować, bo jest to jasne jak słońce)
-uczenie się niemal pamięciowe
-mało znana i słabo rozpowszechniona
-odpowiedzialność za efekty spada w 100% na osobę uczącą się, nie zależy od niczego więcej (to akurat nie powinno dziwić, skoro i tak mając nawet najlepszego nauczyciela trzeba się uczyć samemu w domu, żeby nauka ta cokolwiek dała)
-samodzielne, często mozolne tłumaczenie
-zły dobór materiałów do nauki może spowodować więcej szkód niż pożytku
-nie do zastosowania w innych przypadkach niż nauka indywidualna
-zasób słownictwa ograniczony do dziedzin, o których traktuje książka (Choć nie jest z tym do końca aż tak źle. Nie jest tak, że po przeczytaniu Kodu da Vinci potrafię rozmawiać tylko o albinosach, Kościele, czy twórczości Leonarda. Dialogi naprawdę potrafią zawierać całą masę użytecznych słów i wyrażeń, na każdą okazję i temat. Czy nie jest czasem prawdą stwierdzenie, że 100 stron A4 z wydrukowanym tekstem jakiejkolwiek książki będzie zawierać w sobie te 3 tysiące najczęściej spotykanych słów w danym języku, których znajomość pozwala na rozmowę na każdy niemal temat? Przecież o to właśnie chodzi. Jeśli nie znasz słowa ventriloquist powiedz 'a person who can speak without opening his mouth'!!! Rezultat w większości wypadków będzie ten sam)
-skierowana do osób mających już pojęcie o danym języku (Ponieważ to NIE jest sposób do uczenia się języka od podstaw, lecz do pełniejszego "zrycia sobie beretu" językiem, który już się zna przynajmniej na średnim poziomie)
-skupienie się na ciągłym czytaniu i słuchaniu tekstu
-wymaga od studenta czytania na głos
-nie dla wszystkich
Wnioski
No właśnie! To nie jest metoda dla każdego. Jeśli lubisz uczyć się samodzielnie, znasz już gramatykę (lub potrafisz ją samodzielnie opanować) i masz już za sobą strach przed mówieniem, to na pewno Ci pomoże. To nie jest żadna „cudowna” metoda, nie twierdzę też, że u każdego podziała. U mnie podziałała. Jeśli zadziała u 10 innych osób na świecie to będę szczęśliwy. Nikt natomiast nie nauczy się tą metodą języka od podstaw.
Chciałbym też zaznaczyć, że w żaden sposób nie namawiam do ograniczania się tylko do tej metody. Tak naprawdę sam, z większym bądź mniejszym zaangażowaniem skorzystałem z kilkunastu bardziej znanych i powszechnych. Używam też namiętnie Supermemo, a hiszpańskiego zacząłem się uczyć z anglojęzycznego kursu Platiquemos. Dodam tylko, że mam do niego dobrej jakości wersję audio, więc uczę się go używając swojej metody. Rezultaty mam nadzieję pokazać za jakieś dwa lata.
Nie jest moim celem przekonywanie nikogo do testowania tego na sobie. Śmiem twierdzić natomiast, że w takim podejściu jest ogromny potencjał, z którego mam nadzieję ktoś skorzysta.
Dawid

Napisane przez Janek, September 16, 2009
Napisane przez Bogdan, September 28, 2009
Dlatego polecam podręczniki:
1. Beata Turska
Gramtayka angielska w Ćwiczeniach
Świat Książki
Podręcznik gramatyki z tekstami, które nagrane na płycie.
2. Dagmara Świda
English for business and Politics
Wydawnictwo Poltext
Podręcznik z kasetami audio
Bardzo ciekawy, ale dla zaawansowanych.
3. Barbara & Marcin Otto
Here Is the News
Wydawnictwa Szkolne i Peagogiczne
Dwuczęściowy podręcznika z kasetami audio (zdaje się, ze jest już wydanie z płytami CD).
4. Marek Kuczyński
The Very English You Need - Angielski Jakiego Potrzebujesz
Wydawnictwo KANION
Podręcznik w formie powieści kryminalnej z komentarzami io ćwiczeniami gramatycznymi + 4 kasety audio.
Niestety bardzo trudny do dostania. Radzę szukć w antykwariatach i "bombardzować" wydawnictwo zamówieniami.

